Jeśli jest w świętach coś, co naprawdę potrafi mnie wzruszyć, to są to małe, własnoręcznie tworzone tradycje. W moim rodzinnym domu piernika staropolskiego się nie robiło — nikt nie mieszał miodu z przyprawami na długo przed Wigilią, nikt nie sprawdzał, czy ciasto już „dojrzało”. A jednak pięć lat temu postanowiłam to zmienić i… przepadłam. Od tamtej pory co roku, z niemal nabożnym podejściem, wyrabiam ciasto, które spokojnie leżakuje tygodniami i wypełnia dom obłędnym, korzennym zapachem.
I choć na co dzień pokazuję przepisy, które cukru raczej nie mają, ten przepis jest kompletnie niedietetyczny. I dobrze. Bo piernik staropolski to nie tylko ciasto — to czas, rytm oczekiwania, smak i zapach. Tu naprawdę nie chodzi o liczenie kalorii.
Zapraszam Cię do mojego sprawdzonego przepisu, który dojrzewa razem ze świąteczną atmosferą.
Zobacz także inne moje przepisy na desery:

Wskazówki, jak sprawić żeby piernik staropolski był jeszcze lepszy w smaku:
- Ciasto powinno leżakować 4–6 tygodni, dlatego nastawiam je co roku około połowy listopada. A jeśli Ci się zapomni — ostateczny termin to przedostatni weekend listopada 😉
- Najlepiej upiec piernik na 5–7 dni przed świętami, aby zdążył zmięknąć i nabrać idealnej struktury.
- Zwróć uwagę na skład przyprawy do piernika — im mniej mąki (a najlepiej, by nie było jej wcale), tym bardziej aromatyczne będzie ciasto. Pamiętaj też, że przyprawy mają różne gramatury, więc najważniejsze jest, by kupić 80 g dobrej przyprawy. Polecam przyprawę do piernika z Lidla Belbake (fioletowe opakowanie).
- Powidła śliwkowe, których najchętniej używam, to węgierkowe powidła Regionalne Szlaki z Lidla — mają głęboki smak i świetnie pasują do piernika.






